piątek, 21 grudnia 2012

Ważne decyzje.

Podczas wieczornej rozmowy z Robertem, umówiliśmy się, że dziś wieczorem w końcu razem pójdziemy do klubu.Ranek miną mi na rozmowie z Justyną, potem poszliśmy na obiad, i plażę.
Teraz jest godzina 19.Za godzinę wychodzę z NIM na imprezę, moje emocje są totalnie zmieszane, przecież ja go KOCHAM. 
Do mojego pokoju wparowała jak huragan Justyna.
-No, ruchy, ruchy, wskakuj w kieckę.-powiedziała żwawo gestykulując rękoma. 
-Już idę.
Poszłam do łazienki aby się odświeżyć i ubrać sukienkę.Czysta i przebrana weszłam do pokoju w którym siedziała przyjaciółka trzymając w ręku, kosmetyki do makijażu. Podkreśliła delikatnie moją urodę.Wykonanie makijażu zajęło jej pół godziny więc, został mi czas na założenie butów i wyjście z pokoju. 
-Jestem, gotowa.-Zapukałam do pokoju Roberta.Byłam pełna obaw ale jednak trzeba zaryzykować. 
-No to możemy iść.
Wieczór zapowiadał się wspaniale, Letnie wieczorne powietrze i ciepły wiatr tworzyły idealną harmonię.
Postanowiliśmy, że się przejdziemy do klubu nie daleko a wieczór przecież taki piękny. Mieliśmy wszystko zacząć od nowa taka jakby pierwsza nasza impreza, po drodze dużo gadaliśmy i śmialiśmy się przecudowny spacer, w towarzystwie Roberta w ogóle się nie denerwowałam.
Weszliśmy do klubu, ja poszłam usiąść, a lewy poszedł po drinki.
Z wielkim bananem na twarzy podał mi jednego a drugiego zostawił sobie.
-co się tak cieszysz jak by ci ktoś w gacie narobił ?
-Co? Julka skąd ty takie stwierdzenia znasz?
-Ej, nie zmieniaj tematu dosypałeś mi tu czegoś, tak ? Przyznaj się po dobroci!
-Nie, no Jul za kogo ty mnie masz ?!
-No nie wiem nie wiem. po tobie się wszystkiego można spodziewać.
-Ej, aż taki zły nie jestem!
-Kto tu trafił do więzienia w wieku 10 lat to ja nie che mówić.
-Aaa się czepiasz-Machną ręką-Chodź  idziemy tańczyć.
Weszliśmy na parkiet i zaczęliśmy wirować w takt muzyki. Przetańczyliśmy ze sobą chyba z 10 kawałków, boże ile on ma siły! No ale cóż się dziwić? Sportowiec w końcu. Byłam już zmęczona i poprosiłam mojego tancerza o mały odpoczynek, zgodził się, ba nawet poszedł po drinki, kolejne.
Wypiłam jednego drinka potem drugiego i następne... Zaczęłam tracić nad sobą kontrole.
Do tańca poprosił mnie jakiś Hiszpan bez chwili za wahania się zgodziłam. Nie stety widać po nim było iż także ma swoje we krwi. Zatańczyliśmy jeden kawałek, jego uścisk stawał się coraz mocniejszy więc chciałam się wyrwać on niestety złapał mnie mocnej za nadgarstki i pociągną mnie w bliżej mi nieokreśloną stronę.
Zaczęłam krzyczeć:
-Puść mnie, puszczaj słyszysz, Pomocy!!!-Na nic zdały się moje krzyki, grała głośna muzyka.Przed moimi oczami stanęły mi wszystkie ważne momenty w moim życiu, Strach ogarną mnie do reszty.Wyrywałam się jak najmocniej mogłam ale cóż mogłam zrobić z moim zaledwie 170 przy jego prawie 2 metrach?Doszliśmy do jakiegoś ciemnego miejsca, nie było nikogo domyśliłam się jakie miał zamiary napastnik.Chciałam tylko ucieczki.
Nagle zaświeciło się światło a przede mną staną nikt inny jak Robert, stał przy stole zapalając świece.
-Debilu skończony, kurwa chcesz żebym na zawał zeszła, jak ci nawet taki pomysł przyszedł do tej głupiej głowy.
W tym czasie on zagasił światło i zostaliśmy w blasku świec.
-Słuchasz mnie w ogóle, co ty robisz  żądam wyjaśnień.Robert podszedł do mnie i przyłożył palec do moich ust po czym odezwał się:
-Cii, nic nie mów, proszę usiądź.-wskazał na miejsce na przeciwko swojego krzesła.Usiadłam przed nim i czekałam na rozwinięcie całej akcji.
On wstał wziął butelkę wina i nalał nam.W ciszy wypiliśmy czerwoną ciecz.Robert zaczął swoją dalszą wypowiedź.
-Wiesz, wiele razy chciałem się zdobyć na ten gest ale zawsze tchórzyłem, dopiero wczoraj uświadomiłem sobie jakie nasze życie jest krótkie i kruche, jak wszystko może się popsuć pod wpływem jednej chwili, wiem że źle wystartowaliśmy i że źle się stało, ale uważam że powinniśmy spróbować jeszcze raz, ponieważ nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.- Podszedł do mnie i złapał za dłoń.- Julia ja cię kocham, i to tak cholernie mocno, nie pozwolę żeby ktokolwiek cię skrzywdził.
Ja tylko uśmiechnęłam się promiennie i pogłaskałam jego policzek, czułam dokładnie to samo, więc co stoi nam na przeszkodzie aby spróbować.
-Robert ja też cię kocham-Zdołałam wykrztusić to z siebie.
On złapał mnie w tali po czym uniósł wysoko i zaczął kręcić się do o koła własne osi.
___________________________________________________________________________
Dziękuję za wszystkie komentarze, i bardzo przepraszam że nic nie dodawałam, niestety :c
Nwm czemu ale ostatnimi czasy nie za bardzo lubię Roberta nie wiem czemu ale moje nastawienie do jego osoby jest negatywne i trudno mi jakoś coś napisać :C Ale przecież jest wolne więc się postaram.
Za wszystkie błędy przepraszam. 

piątek, 14 grudnia 2012

nawet naj silniejsi się załamują, nawet naj słabsi potrafią stawić opór.

        Już od dłuższego czasu emocjonalnie przygotowywałam się na tę rozmowę, nie wiem co powinnam zrobić.Z każdą sekundą moje serce przyspieszało a na policzkach pojawiał się coraz to większy rumieniec- nerwy, ogromne nerwy gorsze niż przed maturą czy innymi tego typu ważnymi sprawami.
Usłyszałam ciche kroki, i zatrzymanie się tuż przed moim pokojem, chłopak zapukał prawie nie słyszalnie w drzwi, po czym cicho zapytał: 
-Mogę wejść?- Jego głos był zdenerwowany i cichy, ledwie słyszalny. 
-Oczywiście- Moje struny głosowe także nie chciały wydobywać z siebie za długiego dźwięku. 
Robert otworzył drzwi po czym wszedł i delikatnie je zamkną, Ja siedziałam na łóżku przy zgaszonym świetle, widoczność umożliwiała lampka nocna. Każdy jego krok był idealnie wyważony i stawiany tak delikatnie jak by stąpał on po cienkim lodzie. Podszedł bliżej i zapytał: 
-Zaświecić światło ?
-Nie, nie trzeba.-Uśmiechnęłam się delikatnie i wskazałam na miejsce obok siebie. 
-Robert?- Wypowiedziałam jego imię raczej pytając.
-Słucham?-Spojrzał mi głęboko w oczy a ja poczułam jak bym miała nogi z waty. 
-Chciałeś mi coś powiedzieć.-Czekałam na punkt kulminacyjny.   
-A tak, oczywiście.-Posłał mi uśmiech.-Dużo o tym wszystkim myślałem-Przerwał na moment.- Jeżeli jest tylko jakaś możliwość abyśmy mogli wystartować od zera, to ja bym prosił o tę możliwość.- Na to akurat się przygotowałam, chodź i tak napięcie panujące w pokoju utrudniało mi wypowiedź. 
-Jeśli ty tak uważasz i ja tak uważam, to chyba można spróbować.-Posłałam mu szczery uśmiech, poczułam jak kamień spadł mi z serca.- Zacznijmy od zera, tak jakbyśmy się wcześniej nie znali.-Gdyby to było takie łatwe no ale cóż spróbuję w końcu trzeba być twardym jak żelki z "biedronki". 
-Robert jestem.-Uśmiechną się. 
-Julia, O mój borze to ty jesteś tym słynnym piłkarzem ?Mogę poprosić o autograf ?-Nasza rozmowa zaczęła się rozluźniać i atmosfera się delikatnie rozluźniła  . 
-Czy takim słynnym to nie wiem, ale piłkarzem jestem.-Znowu ten uśmiech- A ma pani pisak ? 
- Nie mam przykro mi.-Zrobiłam smutną minę. 
-No to czym ja mam to pani podpisać?-Także zrobił smutną minę. Świetny z niego aktor, trzeba przyznać. 
-Jaka tam ze mnie pani, my na ty przeszliśmy. 
-Ach no tak, zapomniałem krótka pamięć, przepraszam. 
-Ależ nie ma za co.-Rozmowa przypominała coraz bardziej normalną. 
-Może wyjdziemy na balkon.-Za proponował-Trochę tu duszno. 
-Dobra spoko, chodź.-Wstałam, a zaraz po mnie wstał Robert. 
Wyszliśmy na balkon a ja zaczerpnęłam świeżego powietrza, oczywiście nie takiego jak w naszych pięknym górach, ale w porównaniu z tym w pokoju było znakomicie świeże. 
-Ależ gwiazd.-Spojrzałam na niebo, to samo uczynił Lewandowski.
-Tak, pięknie to wygląda.-Odrzekł z uśmiechem.I 
Później jeszcze długo rozmawialiśmy, o wszystkim o piłce nożnej, o życiu. Zrobiło się późno około północy więc Robert poszedł do swojego pokoju, ja wzięłam prysznic i przebrałam się w pidżamę. 
Po chwili zasnęłam. 
__________________________________________________________________________________
Nie wiem czego ale denerwuje mnie to trochę, że nie mogę opisać więcej niż jednego dnia :c 
Kolejny rozdział postaram się dodać w niedzielę lub jutro ;)+ Widzieliście dzisiejszy mecz ? :D Niestety był bez kibiców ale kilka osób które dopingowało było pro xD tak samo jak krzyki pomiędzy naszymi piłkarzami :D Wynik też mi się podoba :) 
No i Przepraszam za błędy ;(
I dziękuję za przeczytanie :* 

środa, 12 grudnia 2012

Musimy porozmawiać, dwa najstraszniejsze słowa.

 W mojej głowie nagle zapaliła się czerwona lampka "Julka uciekamy".Kochany mózg ma racje znowu on,czyli rozmowa a ja  nie chce, nie potrafię na razie porozmawiać z nim jak dorosły człowiek z dorosłym. Wpadłam na genialny pomysł ucieczki: zakupy.Justyna na pewno się zgodzi!
-Justyna, wstawaj leniu wstrętny idziemy na zakupy.-Krzyczałam do przyjaciółki.
-Za tego wstrętnego lenia powinnaś oberwać, ale zakupami nie pogardzę.
-No to zbieramy manatki i podbijamy sklepy.-Moja wypowiedź nabrała entuzjazmu.
-Gdzie się znowu wybieracie, dopiero co przyszliśmy a wy się już zmywacie.-Wtrącił się Łukasz.
-Łukaszku na zakupy idziemy, wiesz może uda mi się kupić coś ładnego na naszą kolację.-Justyna jak zwykle bajerowała mojego kuzyna.
-Tak, to ja się mogę zgodzić.
-No no gołąbeczki czas na rozłąkę.-Założyłam torbę na ramię i wolnym krokiem razem z Justyną ruszyłam w stronę naszego hotelu.Z daleka zauważyłam Roberta który bacznie mnie obserwował.Ja także chwilowo patrzyłam na niego.
-Widzę.- Błyskotliwie zauważyła Justyna.
-Yyy no przecież wiem że ślepa nie jesteś.-Wystawiłam jej język.
-Widzę jak patrzysz na niego.
-Jak niby, patrze na niego jak na każdego innego człowieka.-Nie było to zgodne z prawdą ale miałam nadzieje że uda mi się wcisnąć jej kit.
-Kotku taki kit to ja tobie a nie ty mi.-Weszłyśmy do hotelowego holu.
-No ale ja ci serio mówię.-Przeszłyśmy przez korytarz i byłyśmy u drzwi naszego apartamentu.
 -Dziewczyno ja cie nie rozumiem.-Przerwała i otworzyła drzwi do naszego za kwaterowania, aby dalej kontynuować swój monolog.-Kochasz go on kocha ciebie ale nie możecie być razem, nic nie mów.
-Nie mówię,słucham cię.-Czasem wypowiedzi przyjaciółki były dla mnie bardzo ważnymi wskazówkami.
-To dobrze. Porozmawiaj z nim w końcu ma prawo też zadecydować, dobra może od początku coś tu nie grało może faktycznie się trochę pospieszyliście no ale to nie powód aby przekreślać to wszystko definitywnie.Powinnaś z nim pogadać -Zakończyła swoją wypowiedź.
-Ty to potrafisz człowiekowi nagadać, teraz to sama nie wiem co mam z tym fantem uczynić.Z jednej strony dać sobie szanse a jeśli on już nic do mnie nie czuję, tylko się wygłupię z taką propozycją.
-Ryzyk- fizyk.- Krzyknęła odstawiając swoją torbę do pokoju.
Ja także odłożyłam swoją i poszłam wziąć prysznic i się przebrać.Nie wiem co się ze mną dzieje jestem pełna obaw, jakby rozdwojona na dwie połówki jedna-mówi żebym dała nam szanse, może się uda. Druga zaś podpowiada że mogę go skrzywdzić.Wyszłam z łazienki świeża i przebrana poszłam do kuchni, aby napić się soku.Siedziała już tam Justyna.
-I jak  przemyślałaś już to ? -Zapytała.A ja wypiłam jednym tchem zawartość naczynia które przede mną postawiła.
-Nie do końca.-Stwierdziłam obracając w dłoniach pustą już szklankę.
-No Jula, Jak nie za ryzykujesz to się nie dowiesz, może za kilka lat dzięki temu okażę się że jesteście szczęśliwą rodziną a ja matką chrzestną małej Mai.
-Skąd wiesz, że będzie to dziewczynka.-Wystawiłam jej język, no cóż raz się żyje porozmawiam z nim.
-Czyli się namyśliłaś ?
-Tak, ale my już chodźmy bo przecież masz wieczorem kolację ze swoim "gnomeo".
-A co zazdrościsz?
-Chciała być.-Dałam jej kuksańca i wyszłyśmy z mieszkania.
                                                                     *
Przez kilka godzin chodziłyśmy po sklepach i mierzyłyśmy, mierzyłyśmy i jeszcze raz mierzyłyśmy.No ale mamy genialne zdobycze. Ja zakupiłam śliczną sukienką z czarną górą i dołem w ciemne kwiatki zapinaną na zamek, do tego czarne wyyyyysookie szpilki i śliczna czarna kopertówka. Swoją drogą w tych szpilkach nie będę już takim krasnalem przy tych wielkoludach.Justyna weszła w posiadanie Sukienki w  kolorze butelkowej zieleni z koronkowymi plecami oraz dosyć wysokich pastelowo ciał owych szpilek.Po czterech wyczerpujących godzinach spędzonych na zakupach i postojach w restauracji na lody.Zmęczone weszłyśmy do naszego obecnego miejsca pobytu. Od razu udałyśmy się do kuchni.Jako że zawsze ja byłam tą lekko myślną, założyłam buty na obcasie.Pierwsze co zrobiłam po zamknięciu drzwi było zdjęcie butów.W  kuchni siedzieli nasi przyjaciele.
-Co was tak długo nie było my tu od zmysłów odchodzimy- zaczął o dziwo Kuba.
-Kubusiu przecież mówiłyśmy, że na małe zakupy idziemy, po czym wskazałam na nasze zdobycze.
-Tak rzeczy wiście małe zakupy trwające ponad cztery godziny.-powiedział z ironią nikt inny jak mój kuzyn.-No ale jak już macie to pokazujecie co kupiłyście.
Położyłyśmy nasze zakupy na stole.Pierwsze pod ogień poszły moje szpilki.
-Matko z Ojcem, przecież pozabijasz się w tym, Julka.-Po raz pierwszy dzisiaj odezwał się Robert.
-Spokojna twoja rozczochrana, nie pozabijam a przynajmniej nie będę wyglądać jak karzełek przy was.-Uśmiechnęłam się.-Miło że się o mnie troszczysz.
Później oglądaliśmy sukienki i buty Justyny po czym poszłam zanieść zakup do swojego pokoju.Niestety przed drzwiami spotkałam Roberta.
-Julka możemy porozmawiać, to bardzo ważne.
-Oczywiście że możemy.-Udawany entuzjazm w głosie.-Ale wieczorem jak Justyna i jej Gnomeo pójdą na randkę a Kuba podbijać hiszpańskie parkiety, Na razie idę do Justyny wiesz makijaż i te sprawy. Potem pogadamy.-puściłam mu oczko.
-Dobrze.-Zgodził się z nitką zamyślenia w głosie.
Weszłam do pokoju przyjaciółki i powiedziałam wszystko, Pomogłam zrobić makijaż i wyprostowałam włosy, tak że była już gotowa do wyjścia na czas bo do pokoju zapukał Łukasz po czym razem wyszli.
Udałam się do swojego pokoju .Państwo Gnomeuszowie poszli a raczej pojechali, władca parkietu właśnie wyszedł a to oznacza tylko jedno.
________________________________________________________________________________
Kolejny post za mną. Przyznaje, że trudno mi jest cokolwiek napisać ale  cóż jak zaczęłam to skończę. Może kolejny rozdział dodam w piątek?! No ale nic nie obiecuję ;) 
Za wszystkie błędy przepraszam T.T
I proszę o komentarze ^.^ 
Trzymajcie się ciepło ;* 

czwartek, 6 grudnia 2012

Nie znamy nawet siebie, a co dopiero mówić o znajomości innych.

Wraz z przyjaciół ką przebrałyśmy się i podążyłyśmy w stronę plaży.Letnie słońce okropnie grzało i raziło nas w oczy.po krótkim spacerze byłyśmy na miejscu.Rozłożyłyśmy nasze koce po czym się na nich położyłyśmy.Niestety miejsce, które wybrałyśmy było fatalne. Znajdowało się ono tuż obok boiska siatkarskiego.Podczas gdy spokojnie się opalałyśmy, nawet bez rozmów! Dostałam piłką wkurzona, ba rozwściecz ona podeszłam do o wiele wyższego ode mnie liczącego jakieś 23 wiosny chłopaka.
-Co ty sobie wyobrażasz? Myślisz że masz prawo tak we mnie uderzać?-Wykrzyczałam po angielsku mu prosto w twarz, a raczej klatkę piersiową.Chłopak popatrzył na mnie przepraszającym wzrokiem. 
-Przepraszam to nie było specjalnie, niechcący piłka mi się źle skierowała i tak jakoś wyszło.-Powiedział zmieszany. 
-Następnym razem radze ci żeby ci się "źle nie skierowała" bo kurwa nie ręczę za siebie.-Jakże polskie słowo wy powiedziane z moich ust zdziwiło "kolegę" stojącego tuż obok mnie.
-Ty, ty jesteś Polką?-jego zdziwienie było ogromnie.
-Czy to takie dziwne?
-Nie, spoko właśnie coś mnie tak zdziwiło. 
-Mianowicie? 
-No bo tak patrzyłem, niechcący oczywiście na ciebie i twoją towarzyszkę i tak sobie myślę.Hmm czy to możliwe że kobieta innej narodowości niż Polska może być tak piękna.-Yy to miał być komplement czy co? 
-Taa jasne powiedzmy że wierzę. 
-Nie gniewa się już pani na mnie? 
-Masz piłkę.-Podniosłam niebiesko-żółtą mikasę i podałam chłopakowi- I mi tu nie marudź-Podałam mu piłkę. 
-Ej ja przecież nie marudzę, i dziękuję za piłkę tak w ogóle to Zbyszek jestem, a ty?
-Hmm masz bardzo oryginalne imię Zbyszku, jestem Julia.-przedstawiłam się. 
-Mam nadzieję że się jeszcze spotkamy, tyle że nie w takich okolicznościach. 
Ja tylko uśmiechnęłam się do niego, wydaje mi się, że znam tę twarz ale za nic w świecie nie mogę przypomnieć sobie z kąt. Od wróciłam się i podążyłam w stronę koca. na którym leżała Justyna przyglądająca się mojej rozmowie. 
-No, no. Dobra dupa nie jest zła.-Ta dziewczyna czasem mnie rozwala swoimi tekstami.
-Chyba niezły dupek.-stwierdziłam.
-Pragnę cię po informować iż dlatego "dupka"-Nakreśliła cudzysłów- Straciłaś pięć cennych minut twojego życia. 
-Wiem przecież.-Od dalszej rozmowy uratował mnie dźwięk mojego telefonu. 
-Cześć Julka gdzie wy się podziewacie?-zapytał mój kuzyn.
-Na plaży jesteśmy.
-Na  plaży, na plaży ale konkretnie gdzie.
-yhh jak by ci tu, aha wiem! obok siatki do gry. 
-yyy czekaj google maps w głowie już lokalizuję, dobra wiem gdzie jesteście. Zaraz tam będziemy.

Po zakończeniu konwersacji odłożyłam telefon do torby. 
-Kto dzwonił?-Zapytała ciekawa Justyna. 
-Łukasz, zaraz tu będą całą zgrają.Koniec ciszy i spokoju.
-Ty to nazywasz spokojem?-Wskazała na plażowiczów. 
-Wiesz o co mi chodzi! 
Położyłam się na swoim kocu i zamknęłam oczy, promienie czułam jak promienie słońca muskają moje ciało, czułam także czyjś wzrok, albo wydawało mi się że czułam.Pewnie z chłopakami przyjdzie także Robert, nikt nawet nie morze wyobrazić sobie co czuję gdy go widzę i wiem że jeśli tylko zechcę mogę go przytulić, ucałować. Tylko że ja się boję boję się o niego, o to że kolejną stratę osoby którą pokocha, on może się załamać.Bo przecież ja nie mogę zapewnić go w 100% że nie przestanę go kochać albo że nie odejdę a jeżeli bym umarła, to co ? Nie mogę na to pozwolić. 
Nagle poczułam na sobie wodę, no tak mój kochany kuzyn i jego pomysły, ale przecież jak kuzyn to i Kuba a jak Kuba to i Robert.
_________________________________________________
Rozdział nie do końca mi się podoba ale muszę w końcu jakoś złączyć tych 2 osobników, czy nie ? 
No i dodatkowo macie zagadkę kim jest ten tajemniczy Zbigniew, jak myślicie, swoje domysły możecie pisać w komentarzach, a właśnie komentarze jak już przeczytałaś/eś to moje "opowiadane" to proszę zostaw jakiś ślad.To naprawdę motywuję.:D 
Przepraszam za wszelakie błędy i te duże odstępy, no i mam nadzieję że się nie za nudzicie na śmierć.:)